Jason Mraz's Beautiful Mess - Live On Earth
- DVD:
- Intro
- Sunshine Song
- Traveler/Make It Mine
- Anything You Want
- Coyotes
- Live High
- Only Human
- The Remedy
- The Dynamo Of Volition
- A Beautiful Mess
- I'm Yours
- Lucky (feat. Colbie Caillat)
- Copchase
- All Night Long
- Fall Through Glass
- Butterfly
- The Boy's Gone
- Un Beau Désordre
- We Sing. We Dance
Nie jestem zwolennikiem muzyki popowej, mało artystów prezentowanych w różnych rozgłośniach radiowych mnie interesuje. Gdy otrzymałem płytę „Live on Earth” pomyślałem, że trafi na dno mojej półki, w miejsce przeznaczone dla słabych płyt i nie lubianych przeze mnie artystów. Dobrze się stało, że postanowiłem przesłuchać te nagrania.
Płyta okazała się dla mnie ogromnym zaskoczeniem - cudowny koncert, śmiem twierdzić, taki amerykański koncert – pełen stadion, potężna ekipa techniczna i najważniejszy muzyk. „Live on Earth” to zestaw CD + DVD, przy czym materiał audio-wideo jest trochę dłuższy od wersji audio. Nie będę ukrywał, jeśli jest możliwość, bez wahania należy sięgnąć po wersje DVD; zapewniam - warto! 19 kompozycji rozbudza słuchacza, pozwalając mu się fenomenalnie bawić. Co ważne, zespół nie zamyka się na muzykę popową, bez najmniejszego problemu można doszukać się elementów rocka, jazzu czy nawet, w naszym kraju mało popularnego, „rozimprowizowanego” jam-bandowego grania.
Na tym koncercie każdy znajdzie coś dla siebie. A przede wszystkim, ballada „Lucky” obowiązkowo z gościnnym udziałem Colbie Caillat - co ciekawe, wykonany nie na scenie lecz wśród publiczności, tylko z gitarą akustyczną! Moim zdaniem, jest to jeden z ciekawszych momentów podczas tego koncertu, chwilę później pojawiła się „Copchasa” - instrumentalny utwór, powalający precyzją muzyków i bezbłędnym wykonaniem.
Być może to mój gust muzyczny krąży, otwierając kolejne drzwi z nowymi gatunkami muzycznymi, a być może - to niesamowity talent Jasona Mraza przekonał mnie do jego muzyki. Wiem tylko jedno -płytę mogę śmiało polecić nie tylko miłośnikom radiowego grania, lecz wymagającym słuchaczom, chcącym odkrywać nowe dźwięki. Śmiem również twierdzić, że Jason Mraz może być takim mostem między „ambitnym pop-rockiem”, a np. twórczością Dave Matthews’a lub innych mistrzów scenicznego jammowania.
Michał Orłowski



