Månegarm - Nattväsen
Lista utworów:
- Mina fäders hall
- Nattsjäl,drömsjäl
- Bergagasten
- I den svartaste jord
- Hraesvelg
- Vetrarmegin
- Draugen
- Nattväsen
- Delling
Przenieśmy się teraz do zimnej (chociaż nieco przypominającej ostatnio polskie mrozy) Szwecji. W czasy dawne i odległe, gdzie ludzie przepełnieni byli nordycką wiarą w bóstwa, ludzi umarłych i tych jeszcze całkiem żywych. Do krainy, gdzie wiara dzieliła się na wierzących w Asów i Wanów. Dodajmy do tej arkadii panów z wielkimi, rogatymi czapkami na głowach, mieczami w dłoniach i już mamy pewien obraz tego, co nas czeka. Månegarm, bo tak nazywa się zespół, którego płyta wpadła mi w ręce, to może nie tyle wikingowie, ale ludzie, którzy grają muzykę zwaną viking metal. Powstali w 1995 roku, działając pod nazwą Antikrist, jednak już po roku swej działalności zmienili nazwę na obecną i jako Månegarm znani są do dziś.
Nattväsen - taki tytuł nosi ich ostatnia płyta, która ukazała się w 2009 roku w listopadzie. Jaki jest viking metal, prezentowany przez Szwedów?
Zacznę nietypowo, ponieważ recenzję rozpocznę od drugiego utworu. Na początek dość solidny i szybki riff, chociaż niezbyt skomplikowany. Wpada w ucho, dzięki czemu nie ma się wrażenia, że piosenka jest 'ciężka'. Po chwili wchodzi wokal, który nie jestem do końca w stanie zrozumieć. Być może to za sprawą bardzo-nie-zaawansowanego poziomu mojego szwedzkiego, ponieważ Månegarm śpiewa w swoim ojczystym języku. Zwolnienia i bridge sprawiają, że utwór nie jest monotonny i dzięki lekkim motywom gitarowym słucha się tego dość przyjemnie. Podwójna stopa dobrze akcentuje całą piosenkę, i ośmieliłabym się powiedzieć, że to nie tylko nordyckie melodyjki da się słyszeć, ale również konkretne metalowe tempo. Tak w skrócie można opowiedzieć o 'Nattsjäl, drömsjäl'.
Z kolei następny kawałek 'Bergagasten' zaskoczył mnie delikatnym (chociaż nieco wtórnym i mało rozbudowanym) intro. Z zaciekawieniem słucham dalej, by po chwili usłyszeć lekko walcowaty i banalny riff, cięższe brzmienie i szwedzkie śpiewanie. Nie jest to kawałek nadmiernie złożony, ale jest w nim pewna nutka optymizmu. Powiem nawet, że utwór podoba się na tyle, bym go z chęcią przesłuchała jeszcze parę razy.
'Hraesvelg' to z pewnością najkrótsza piosenka, zamieszczona na albumie. Jest to utwór niemal instrumentalny (nie licząc szeptów), delikatny, nie przeładowany zbędnymi ozdobnikami. Jednak słuchając go, mam wrażenie, że za chwile w moich myślach wybiegnie w moim kierunku jakiś potężny mężczyzna z wąsami, brodą, toporem z raczej mało przyjazną miną. Na szczęście moje przeczucia okazują się zawodne. A może to raczej jest minusem, że nie następuje wielki zwrot na albumie i nie jest strasznie, mroczno i krwiście? Jedyne, czego nie można zarzucić następnej piosence, to tempo - szybko i dość dynamicznie - ale podkreślam - jedynie chwilowe.
Album kończy 'Delling' z łagodnym wstępem, który nieco wybił mnie z rytmu całej płyty. Opanowany, stonowany kawałek z delikatnym wokalem (nadal nie rozumiem o czym śpiewa wokalista), wtórującymi skrzypcami. Trudno jest mi nawet ocenić, jak cały album wypada pod względem fonetycznym i (niestety) ubolewam nad tym, iż płyta nie jest anglojęzyczna. Ale przynajmniej jest to dość miła odmiana i odskocznia od słów 'blood', 'death', 'dark'.
Czy jest to płyta dla tych, którzy słuchają ciężkiej muzyki? Trudno mi odpowiedzieć na to pytanie. Na pewno nie jest to nuta, która zachwycą się wszyscy. Utwory zamieszczone na płycie raczej nie należą do krótkich radiówek, mają bowiem średnio po ok. 5 minut, dzięki czemu płyta trwa, i trwa, i trwa. Dla jednych przeszkodą może być język szwedzki, dla innych zaletą. Jedni mogą uwielbiać znajdujące się tam chórki, inni w ogóle ich nie trawić. Dla mnie jest to krążek, który na pewno wyróżni się czymś, spośród tych, które miałam przyjemność (bądź nieszczęście recenzować). A skoro zostanie przeze mnie zapamiętany - to tylko świadczy na korzyść jego twórców. Jednak czegoś brakuje na całym albumie. Być może dobrej pointy, spójności... Dlatego też wystawiam 4.5 na 10.
Marta Walkowiak



