Hell-Born - Darkness
- Refuse to serve
- (I am) The Thorn in The Crown
- Curse Me and I Win
- Darkness
- In Satan We Trust
- Submission
- The Black of Me
- Hellfire
- Dead Don't Preach
Grupy Hell-Born na polskiej scenie nie trzeba raczej przedstawiać. Powiązania z Behemothem czy Damnation dają się we znaki. Patrząc na okładkę ostatniego albumu tejże grupy, możemy jednoznacznie stwierdzić, że lekkie i przyjemne granie raczej to nie będzie. Dla fanów zespołu to zdecydowanie wypada in plus. Gdy otrzymałam do recenzji ich piąty studyjny krążek, zastanawiałam się, czym muzycy mnie zaskoczą.
'Refuse to serve' to piosenka otwierająca album "Darkness'. Zaczyna się dość mroczno, ciężko, ale moim zdaniem brakuje nieco mocnego uderzenia - intra, które zwaliłoby z nóg. Po chwili mamy już dźwięki z pogranicza death i black metalu. Podwójna stopa, toporne riffy i zachrypnięty głos sprawiają, że raczej krążek nie znajdzie rzeszy fanów wśród ludzi słuchających rocka. I mówię to z pewnym przekąsem, ponieważ jak na doświadczonych muzyków, utwór otwierający album nie zachwycił mnie na tyle, by przekonać do całości.
Tytułowy 'Darkness' przypomniał mi trochę jedną z piosenek Iron Maiden. Zbyt śmiałe porównanie? Uważam, że nie. Krótki, mówiony wstęp połączony z dźwiękiem czegoś, co sprawia wrażenie wysokiego krzyku lub spadającego samolotu nadal nie przekonują mnie do twórczości Hell-Born. Spodziewałam się raczej miażdżących partii gitarowych i solidnego bitu - a tu, niestety zawód. Wszystko utrzymane jest w średnim tempie, nieco topornie, wtórnie - rzec by można 'kanciato'. Zdecydowanie brakuje porywających solówek, które utkwiły by w pamięci słuchaczy. Ale jeszcze nie wszystko stracone - przede mną jeszcze pięć kompozycji.
Ze spokojem, zagłębiając się w dalsze utwory, natrafiłam na 'The Black of Me'. Znów mówione intro i całkiem wpadający w ucho riff sprawiły, że pomyślałam: jest dobrze. Bez zbędnego krzyku czy (jak niektórzy nazywają) charczenia, da się wsłuchać w tekst (może poza 'szeptem'). Piosenka może nie jest na tyle wymagająca technicznie aby powalić słuchacza magią dźwięków, ale ma dobre tempo (nie jest za szybka ani za wolna) i jest jedną z tych, które najbardziej zwróciły moją uwagę na całym albumie. Może to za sprawą dobrego bitu, którego szukałam na całm krążku, a może za sprawą dobrej melodyki. Nie jest to kawałek ambitnie przeładowany ozdobnikami, jest po prostu przyzwoity.
Podsumowując, płyta zespołu Hell-Born, zatytułowana 'Darkness' jest albumem dość zróżnicowanym stylistycznie, ale nie instrumentalnie. Nie znajdziemy tu porywających riffów czy skomplikowanych partii perkusyjno-basowch. Każdy kto szuka wymagających solówek, powinien raczej poszukać innej płyty sopockiej grupy. Jednak są również i dobre strony. Absolutnie nie mogę przyczepić się do dykcji czy pronuncjacji - jak dla mnie rewelacja. Średnie tempo również nie jest minusem, ale pod koniec albumu może zmęczyć nieco potencjalnego odbiorcę. Jeśli ktoś lubi tego typu muzykę, na pewno znajdzie na krążku coś dla siebie. A ocena? W dziesięciostopniowej skali, przyznaję 5.5.
Marta Walkowiak



