Szalony gitarzysta - Steve Gaines
Lynyrd Skynyrd to zespół nadzwyczajny; zespół legenda, którego nazwa unosi się gdzieś w przestworzach, wywołując nadzwyczajne emocje wśród fanów grupy. Lynyrd Skynyrd to nazwa – to marka niezniszczalna! Jednak ten zespół tworzyło i tworzy kilka indywidualnych postaci, bez których nie udałoby się pokonać ogromnej muzycznej bariery, pozwalającej przejść do grona jednego procentu zespołów, którym udało się odnieść ogromny sukces.
Lynyrd Skynyrd od samego początku charakteryzowała istna armia nadzwyczaj utalentowanych gitarzystów, niemal magików, którzy z 6 strun potrafili wyczarować nadzwyczaj piękne dźwięki, hipnotyzujące, przyciągające tłumy. Jednym z tych magików był Steve Gaines. Wielu go kojarzy z płyt „One More From The Road” czy „Street Survivors” , lecz niewielu wie, że ma na koncie solową płytę.
Jego przygoda z muzyką zaczęła się, gdy był jeszcze nastolatkiem i pod wpływem muzyki The Beatles sięgnął po gitarę. Bardzo szybko założył zespół The Ravens, nagrywając w Sun Records Studio w Memfis pierwsze nagrania. Steve wyróżniał się umiejętnościami spośród reszty muzyków, dzięki czemu dostał angaż m.in. w takich zespołach jak ILMO Smokehouse, Rusty Day, Detroit czy Crawdad. W latach 70. wraz ze swoim przyjacielem Johnem Raya’em wszedł do studia, aby stworzyć materiał na swoją pierwszą debiutancką płytę.
Na krążku można znaleźć muzykę rockową, delikatnie uderzającą w jazz. Jak na gitarzystę przystało, ozdobą płyt są solowe popisy gitarowe, stonowane, lekko nawet funkujące. Nie brak na płycie instrumentów klawiszowych, a wszystko sprawia wrażenie dobrze wyprodukowanego dzieła. Ten materiał musiał przeleżeć kilka długich lat w archiwum, a to za sprawą Lynyrd Skynyrd. Po odejściu z zespołu Ed Kinga reszta muzyków Lynyrd Skynyrd przez długi czas czekała na pojawienie się godnego następcy. Steve został polecony przez swoją starszą siostrę, która wówczas śpiewała w chórkach zespołu. Jak się później okazało, to była jego życiowa szansa i najgorszy wybór życia w jednym. Z Lynyrd Skynyrd grał przez rok, odnosząc największe sukcesy, zapełniając całe stadiony. Szybko jednak zły los postanowił dołożyć swoje „pięć groszy”. 20 października 1977 roku samolot z muzykami rozbija się, w katastrofie umiera Ronie Van Zant, Cassie, Steve oraz piloci - reszta muzyków z ciężkimi obrażeniami trafia do szpitali.
Krótkie życie tego utalentowanego muzyka zamyka tragiczna śmierć, jednak w pamięci swoich fanów żyć będzie wiecznie. Dowodem tego jest wydany w 1988 roku przez MCA materiał „One In The Sun” - płyta, którą kilkanaście lat wcześniej nagrał z Johnem Raya’em. Płyta obecnie jest ogromną gratką, wręcz białym krukiem dla kolekcjonerów i miłośników twórczości Lynyrd Skynyrd.
Lynyrd Skynyrd od samego początku charakteryzowała istna armia nadzwyczaj utalentowanych gitarzystów, niemal magików, którzy z 6 strun potrafili wyczarować nadzwyczaj piękne dźwięki, hipnotyzujące, przyciągające tłumy. Jednym z tych magików był Steve Gaines. Wielu go kojarzy z płyt „One More From The Road” czy „Street Survivors” , lecz niewielu wie, że ma na koncie solową płytę.
Jego przygoda z muzyką zaczęła się, gdy był jeszcze nastolatkiem i pod wpływem muzyki The Beatles sięgnął po gitarę. Bardzo szybko założył zespół The Ravens, nagrywając w Sun Records Studio w Memfis pierwsze nagrania. Steve wyróżniał się umiejętnościami spośród reszty muzyków, dzięki czemu dostał angaż m.in. w takich zespołach jak ILMO Smokehouse, Rusty Day, Detroit czy Crawdad. W latach 70. wraz ze swoim przyjacielem Johnem Raya’em wszedł do studia, aby stworzyć materiał na swoją pierwszą debiutancką płytę.
Na krążku można znaleźć muzykę rockową, delikatnie uderzającą w jazz. Jak na gitarzystę przystało, ozdobą płyt są solowe popisy gitarowe, stonowane, lekko nawet funkujące. Nie brak na płycie instrumentów klawiszowych, a wszystko sprawia wrażenie dobrze wyprodukowanego dzieła. Ten materiał musiał przeleżeć kilka długich lat w archiwum, a to za sprawą Lynyrd Skynyrd. Po odejściu z zespołu Ed Kinga reszta muzyków Lynyrd Skynyrd przez długi czas czekała na pojawienie się godnego następcy. Steve został polecony przez swoją starszą siostrę, która wówczas śpiewała w chórkach zespołu. Jak się później okazało, to była jego życiowa szansa i najgorszy wybór życia w jednym. Z Lynyrd Skynyrd grał przez rok, odnosząc największe sukcesy, zapełniając całe stadiony. Szybko jednak zły los postanowił dołożyć swoje „pięć groszy”. 20 października 1977 roku samolot z muzykami rozbija się, w katastrofie umiera Ronie Van Zant, Cassie, Steve oraz piloci - reszta muzyków z ciężkimi obrażeniami trafia do szpitali.
Krótkie życie tego utalentowanego muzyka zamyka tragiczna śmierć, jednak w pamięci swoich fanów żyć będzie wiecznie. Dowodem tego jest wydany w 1988 roku przez MCA materiał „One In The Sun” - płyta, którą kilkanaście lat wcześniej nagrał z Johnem Raya’em. Płyta obecnie jest ogromną gratką, wręcz białym krukiem dla kolekcjonerów i miłośników twórczości Lynyrd Skynyrd.
Michał Orłowski



